6 styczeń 2020

Z życia fotografa… część 1

Życie fotografa ślubnego przed erą smartfonów było o wiele łatwiejsze. I nie mówię tu o wciąż rosnącej konkurencji, bo to akurat jest dobre - motywuje nas by być jeszcze lepszymi w swojej branży. Chodzi mi raczej o… rodzinnych paparazzi. A takich spotykam już na każdej uroczystości ślubnej. W ilości większej niż dwóch, potrafią nieźle utrudnić fotografowi zadanie. Dlaczego?

Z życia fotografa… część 1

Festiwal nieostrych zdjęć…
Ceremonia zaślubin Celiny i Pawła odbywała się w malowniczo położonym górskim drewnianym kościółku. Światło raczej słabe, nie mogliśmy liczyć na dodatkowe oświetlenie, bo nie było tam elektryczności… Ona w białej, prostej sukni i wianku zrobionym z polnych kwiatów, on w luźnym, lecz wciąż zachowującym elementy klasycznej elegancji garniturze. Piękna Młoda Para, od której biło prawdziwe szczęście. Podczas niezwykle wzruszającej przysięgi, kadry układały się właściwie same. I tylko jedno ale…

Niech się Pan przesunie, bo mi zdjęcie źle wyjdzie! - usłyszałem za sobą teatralny szept jednego z gości trzymającego w ręku telefon. Na początku myślałem, że się przesłyszałem, ale jednak - córce muszę zdjęcie wysłać! I zaczęła się prawdziwa fotograficzna gimnastyka. Jak zrobić zdjęcie Pannie Młodej, aby zza jej głowy nie wystawał smartfon wujka Heńka? Jak uchwycić wzruszenie, gdy ciotka Halina właśnie wspina się na ołtarz, by uchwycić ten sam kadr, lecz z lampą błyskową? Ech…

To po co ten fotograf?
Jesteśmy po to, aby uchwycić najpiękniejsze i najbardziej wzruszające chwile z najważniejszego dnia Młodej Pary. I bez względu na wszystko, to oni, a następnie ich goście są tu najważniejsi. W dobie mediów społecznościowych nie sposób zakazać używania telefonów na ceremonii ślubnej. Jednak myślę, że w tej szczególnej chwili warto po prostu być obok, dodając otuchy czy też po prostu dzielić się radością. A uwiecznienie tych niezapomnianych momentów pozostawić profesjonalistom. Wtedy będziecie mieć pewność, że zdjęcia będą perfekcyjne.

Marcin